RODO / kontakt z nami

Etykiety

Etykiety

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zima 2012. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zima 2012. Pokaż wszystkie posty

CZYŻBY TO JUŻ WIOSNA PRZYSZŁA?

Jak zawsze mam wątpliwości od czego tu zacząć pisanie. Wybaczcie moje ciężkie pióro... (klawiaturę oczywiście mam na myśli). Może jeszcze się wprawię, na co mam nadzieję. Poza tym ja nie jestem, jakoś specjalnie, uzdolniona w czymkolwiek, więc i w piśmie nie jestem.

Zmiana tematu. Dość dyrdymałów.
Próbuję sobie przypomnieć, co ja też, dokładnie, robiłam przez ostatnie dni, i co też się u mnie działo.

U nas wiosna już jakby się pojawiła. W dzień było całkiem cieplutko.
Z mężem i synem wyszliśmy na spacerek, było tak przyjemnie, słonecznie. Tylko nogi mnie po spacerze bolały (a przeszliśmy zaledwie 2 km - licząc w tę i z powrotem).
W połowie powrotnej drogi zrobiliśmy postój na kupno słodkości (to na "wzmocnienie" - wafle).
Przez cały spacer bacznie obserwowaliśmy otoczenie. Nie widać jeszcze roślinnych objawów zbliżającej się wiosny, ale powietrze złagodniało, i to cudne słonko :)
na tym stawie widać jeszcze cienką warstewkę lodu

NIEDZIELA ZWYCZAJNA

Zanim zacznę pisać o zwyczajniej niedzieli, w gronie naszej Trójki, to wspomnę najpierw o sobocie.
Sobota minęła mi dość pracowicie. Robiłam wielkie pranie. To co udało mi się zdążyć uprać, to "moje", resztę w poniedziałek. Dużo więcej bym zrobiła, gdyby nam prądu nie wyłączyli. Tak silnie wiało, że nastąpiła awaria, obok naszego domku. Przyjechała ekipa z energetyki (chyba z energetyki), pogrzebali przy transformatorze i już było po kłopocie.
Na obiadek zrobiłam mój ulubiony sos boloński z makaronem rurkami. Sobota tak jakoś minęła.
Niedziela... Nic wielkiego się nie działo. Głównie zajmowaliśmy się Synkiem. Maluch wstaje, czworakuje, czołga się, i naśladuje nas, jak tylko mu się uda :)
 
Dziś prószył śnieg, ale było na tyle ciepło, że nic nie zostało.

 
Ciągle się zbieram, i zebrać się nie mogę, do upiększenia autka mojego Synusia. Chodzi o taki samochodzik-jeżdzik-odpychadło. Należy mu się małe odnowienie. To pojazd, który Filo dostał po swoim kuzynie.
Nie jestem tylko pewna, czy da się go całego pomalować farbą akrylową, czy jest jakaś w sklepach budowlanych? Może Ktoś z Was mi pomoże? Proszę o podpowiedź. Zapomniałam dodać, że autko jest plastikowe, średnio matowe.
Jeśli z malowaniem całego samochodu nic nie wyjdzie, to go tylko jakimiś naklejkami ozdobię (coś na wzór decoupage). Bardzo proszę o sugestie co i jak zrobić.

ZALEGŁOŚCI

Z powodu zablokowania konta (tego blogowego, o czym wspominałam w poprzednim wpisie), mam pewne zaległości.
Zacznę od początku, i pokrótce opisze ostatnie dni.

Sobota, 18 lutego 2012
Za oknem było pięknie zimowo, "śniegowo", ale nie wychodziłam z domu, tylko wszystko podziwiałam przez okno. Wiosna chyba już blisko, zobaczyłam taki oto obrazek, który może o tym świadczyć:
"buziak" (?)
"rozmowa" (?) ... i co dalej?

Niedziela, 19 lutego 2012
Zajmowałam się różnymi sprawami domowymi, ale nie porządkowymi. 
Przygotowałam obiad dla siebie i męża. Były to żeberka w sosie kawowym. Przepyszne danie, a w szczególności ten sos kawowy, który przedstawię nie co później.

Poza tym bawiliśmy się z Synkiem. Filipek umie już wstawać na nóżki, i wciąż woła "mama mama", rzadziej "tata" ;)
Wieczorem Mąż rozpalił pod kominkiem, tym cieplutkim "płomyczkiem" dzielę się także z Wami, w krótkim filmiku :)
 

Wtorek, 21 lutego 2012
Ostatki.
Można powiedzieć krótko: frytki.
Zamiast wypiekania ciastek, i smażenia chrustu, usmażyłam moje ulubione, zwyczajne, frytki :)
I tak jakoś minęły nam te dni, Całkiem zwyczajnie, rodzinnie.

ZIMOWE PEJZAŻE NIEZWYKŁE

Za oknem cudowne zimowe pejzaże. Wszędzie pełno śniegu.
Mąż odebrał samochód od mechanika. Przepaliły się przewody, i od jakiegoś czasu byliśmy "uziemieni". Byliśmy pewny, że samochód nam zamarzł, na co nie wiele moglibyśmy poradzić. Ale uszkodzone kable bez problemu można było wymienić na nowe.
Gdy samochód był nie sprawny, w ważnych sprawach dowoził nas Teść. Dzięki Niemu mogliśmy dojechać do Miasta po zakupy i do Urzędów... 
Na szczęście te "samochodowe" problemy już za nami. Pewnie na tylko jakiś czas. ale jednak ;)
Gdy jechaliśmy do Miasta (wtedy jeszcze z Teściem), naoglądałam się pięknych, leśnych, śnieżnych widoków.

PADA ŚNIEG...

Za oknem śnieg, pełno śniegu. Idealna warstwa do jeżdżenia na sankach. Oczywiście mam na myśli naszego synka. Nie siebie, gdyż komu się będzie chciało ciągnąć takie ciężkie sanki? Może mój mężowi(?). Jednak nie tym razem, nie tym razem.
Tak, więc dziś idziemy z synusiem na saneczki. Już raz był, i bardzo Mu się podobało.
Poza tym, że zima, u nas zwykły czas. Święta już dawno minęły, do wiosny daleko, więc jest czas "oczekiwania" na wiosnę :)
Na dworze bardzo zimno. W domu ciepło, bo mój kochany mąż codziennie wytrwale pali w piecu.


A na rozgrzewkę podaję przepis na proste danie, które wczoraj ugotowałam na obiadek.

PRZEPIS NA GULASZ ALLA SALSA