RODO

Etykiety

Etykiety

POLECAM WYSTAWĘ - niedługo koniec

Polecam bardzo ciekawą wystawę obrazów:

Eugeniusza Gerlacha

Sport w sztuce – inspiracje olimpijskie

Można ją oglądać w Muzeum Miasta Łodzi (ul. Ogrodowa 15) do 18 października 2012r.

Ja już byłam. Naprawdę warto.

W niedzielę wstęp wolny.

http://www.muzeum-lodz.pl/pl/muzeum/wystawy/wystawy-czasowe/226-eugeniusz-gerlach-sport-w-sztuce-inspiracje-olimpijskie
http://www.muzeum-lodz.pl/pl/muzeum/wystawy/wystawy-czasowe/226-eugeniusz-gerlach-sport-w-sztuce-inspiracje-olimpijskie

JESIENNE OBRAZY

Jesień na ogół jest wielokolorowa. Mnie wyszło wszystko na pomarańczowo i żółto. Jednak podoba mnie się taka kolorystyka.
Każdego dnia wychodzimy na spacery. Ja na ogół zabieram ze sobą aparat, i dzięki temu w swoich zbiorach mam nieprzebrane ilości zdjęć, które z wielkim trudem porządkuję.
By dłużej nie przeciągać... Zapraszam do obejrzenia moich łódzkich kadrów jesieni.
dekoracja jesienna w witrynie jednego z łódzkich sklepów
Synek wpatrzony w witrynę sklepową :)

JAZDA OWOCUJE - odsłona 3

Jeszcze trochę pomęczę Was moimi zdjęciami z muralami i odbojami. Mam nadzieję, jednak, że nie będzie to aż tak uciążliwe.
No to zaczynam:

ODBOJE BRAMOWE:
ul. Zgierska 64

JAZDA OWOCUJE cd.

Do mojej kolekcji zdjęć murali i odbojów bramowych dołączyły kolejne (te z 2 i 3-X-2012r.)
MURALE:
ul. Próchnika 9
ul. Próchnika 11

JAZDA OWOCUJE

Dzisiejsza jazda samochodem po mieście zaowocowała takimi oto zdjęciami (wykonanymi w ruchu i przez szybę):
MURALE
ul. Limanowskiego 13
Widzew

CIASTECZKOWE MIŚKI

Mam przyjemność polecić post "Kruche ciasteczka Ewy" na blogu "Moja Toskania" Aleksandry Seghi
Aleksandra Seghi zorganizowała przyjemny konkurs "Ja wysyłam, Ty przyrządzasz".
Wystarczyło, jako pierwszej, wpisać w komentarzu na Jej blogu "ja przyrządzę" i gotowe :).
Aleksandra przysłała mi wykrawaczki do ciastek miśki. Dołączyła także pachnący, własnoręcznie wychodowany i ususzony,  Tymianek.
Zapraszam na blog Aleksandry (przypominam link >> klik >>) znajdziecie tam przepis i wiele zdjęć, a tutaj, u mnie, tylko jedno foto:

UTOPENCE - MARYNOWANE PARÓWKI

Utopence, to przekąska pochodząca w Czech. Od kiedy się dowiedziałam o jej istnieniu postanowiłam ją zrobić.
Przewertowałam internet oraz książki i czasopisma kucharskie, i wyszło mi to:

 oto przepis:

ZACZYTANA W LECIE

Od kilku dni delektuję się książką pt. "Kolory tamtego lata" 
To książka z gatunku jakie lubię - romans. Idealna na letnie dni.
Akcja powieści dzieje się we Włoszech, w Toskanii :)
źródło: ina240
"Ta historia wydarzyła się naprawdę.
Przyjaciele Eliany mówili, że jej życie to bajka. Dziewczyna z amerykańskiego miasteczka zakochała się w przystojnym Włochu i zamieszkała z nim w kraju, którego język brzmi jak poezja, a jedzenie smakuje niczym dar niebios.
Niestety, wymarzony dom okazał się jedynie piękną klatką, z której nie można uciec. Kiedy Eliana traci już nadzieję i wiarę w przyszłość, wtedy los stawia na jej drodze nieznajomego. Oboje wiele przecierpieli i trudno im uwierzyć w szczęśliwe zakończenie"
Źródło:
http://www.znak.com.pl/kartoteka,ksiazka,3383,tytul,Kolory%20tamtego%20lata

Polecam każdemu, kto pragnie zatopić się w klimacie włoskiej winnicy.

ŻYWIOŁ

W TV podają informacje o tym, jak w Polsce przechodzą nawałnice, które do niedawna w  naszym kraju tak masowo nie występowały.
U nas w zeszłym roku, dokładnie rok temu: 14 lipca 2011 roku przeszła silna nawałnica.
To było coś strasznego. Na szczęście byłam w domu, a nie na spacerze. W domu ze mną był nasz maleńki Synek (miał wówczas: 2 miesiące i 2 dni). Właśnie miałam ułożyć go do snu, gdy nagle zaczęło się dziać. Za oknem zrobiło się ciemno, zaczął wiać silny wiatr i zaczął padać deszcz, słychać było jakieś trzaski. To wszystko trwało bardzo krótko. Później się okazało, że wszystko trwało 3 minuty.
U nas w obejściu nie było wielkich zniszczeń... Pozrywało linie niskiego napięcia (w pobliżu naszego domu), przewróciło płot, zniszczyło zadaszenie nad wejściem, a także podziurawiło dach (spadające eternity z sąsiednich budynków). Uszkodziło także ogródek...
Zadzwoniłam do Męża, który pojechał do pracy na popołudniówkę. Wrócił do domu. Pomagał swojemu Tacie przy naprawianiu dachu.
W całej wiosce oraz w całej gminie było wiele zniszczeń: pozrywane dachy, poniszczone dachy, połamane drzewa, drzewa powyrywane z korzeniami, pozrywane linie wysokiego i niskiego napięcia, połamane słupy - sporo tego.
Na szczęście nadeszła pomoc z Gminy.
Oto obrazki z tego dnia:
 A tak wyglądało dwa dni później:
 A dziś jest już jak "przed", tylko połamane drzewa "mówią" o tym, że COŚ się wydarzyło.

PRÓBUJĘ...

U mnie gonitwa myśli i czynów. Co próbuję zabrać się za pisanie "relacji" z tego, co u nas się dzieje, a już następuje kolejny dzień, i kolejne zdarzenia.

U mnie w kółko... Dom, Dziecko, Mąż... Pranie, sprzątanie, gotowanie... 
Gotować nawet lubię (moich Panów też lubię :)). 
Sporo też wypiekam. Ostatnio z braku czasu głównie muffinki wypiekam. Wszyscy troje bardzo je lubimy. Co jakiś czas wzbogacam muffinki o nowe nadzienia, ale o tym innym razem. Będą i zdjęcia.

Po za codziennymi zajęciami Pani Domu wiele się nie dzieje, czasami wychodzimy naszą trójką na krótsze i dłuższe spacery. Wycieczki zdarzają nam się rzadziej, niż w tamtym sezonie, jednak aż tak bardzo za nimi nie tęsknimy, bo upalnie jest bardzo.
Postaram się znaleźć chwilę, i pokazać kilka obrazków z naszego życia.

Takim oto postem zgłaszam się, że jestem i będę.
Syn

Pozdrawiam z gorącego kącika świata, nad rzeką Łódką.

URODZINY

Dziś moje urodziny.
Dzień minął mi bardzo zwyczajnie, ale przez to, że otaczają mnie niezwyczajni ludzie, to ten dzień jest niezwyczajny. Niezwyczajni ludzie, to moi Rodzice, i mój ukochany Syn.
Od kilku dni jestem z Synkiem u Rodziców. Jest wspaniale. Filipek również cieszy się z wizyty u Dziadków.
A ja robię ozdoby świąteczne. Niedługo je tutaj zaprezentuję.

Na tę chwilę tyle.
Pozdrawiam

CZYŻBY TO JUŻ WIOSNA PRZYSZŁA?

Jak zawsze mam wątpliwości od czego tu zacząć pisanie. Wybaczcie moje ciężkie pióro... (klawiaturę oczywiście mam na myśli). Może jeszcze się wprawię, na co mam nadzieję. Poza tym ja nie jestem, jakoś specjalnie, uzdolniona w czymkolwiek, więc i w piśmie nie jestem.

Zmiana tematu. Dość dyrdymałów.
Próbuję sobie przypomnieć, co ja też, dokładnie, robiłam przez ostatnie dni, i co też się u mnie działo.

U nas wiosna już jakby się pojawiła. W dzień było całkiem cieplutko.
Z mężem i synem wyszliśmy na spacerek, było tak przyjemnie, słonecznie. Tylko nogi mnie po spacerze bolały (a przeszliśmy zaledwie 2 km - licząc w tę i z powrotem).
W połowie powrotnej drogi zrobiliśmy postój na kupno słodkości (to na "wzmocnienie" - wafle).
Przez cały spacer bacznie obserwowaliśmy otoczenie. Nie widać jeszcze roślinnych objawów zbliżającej się wiosny, ale powietrze złagodniało, i to cudne słonko :)
na tym stawie widać jeszcze cienką warstewkę lodu

NIEDZIELA ZWYCZAJNA

Zanim zacznę pisać o zwyczajniej niedzieli, w gronie naszej Trójki, to wspomnę najpierw o sobocie.
Sobota minęła mi dość pracowicie. Robiłam wielkie pranie. To co udało mi się zdążyć uprać, to "moje", resztę w poniedziałek. Dużo więcej bym zrobiła, gdyby nam prądu nie wyłączyli. Tak silnie wiało, że nastąpiła awaria, obok naszego domku. Przyjechała ekipa z energetyki (chyba z energetyki), pogrzebali przy transformatorze i już było po kłopocie.
Na obiadek zrobiłam mój ulubiony sos boloński z makaronem rurkami. Sobota tak jakoś minęła.
Niedziela... Nic wielkiego się nie działo. Głównie zajmowaliśmy się Synkiem. Maluch wstaje, czworakuje, czołga się, i naśladuje nas, jak tylko mu się uda :)
 
Dziś prószył śnieg, ale było na tyle ciepło, że nic nie zostało.

 
Ciągle się zbieram, i zebrać się nie mogę, do upiększenia autka mojego Synusia. Chodzi o taki samochodzik-jeżdzik-odpychadło. Należy mu się małe odnowienie. To pojazd, który Filo dostał po swoim kuzynie.
Nie jestem tylko pewna, czy da się go całego pomalować farbą akrylową, czy jest jakaś w sklepach budowlanych? Może Ktoś z Was mi pomoże? Proszę o podpowiedź. Zapomniałam dodać, że autko jest plastikowe, średnio matowe.
Jeśli z malowaniem całego samochodu nic nie wyjdzie, to go tylko jakimiś naklejkami ozdobię (coś na wzór decoupage). Bardzo proszę o sugestie co i jak zrobić.

ZALEGŁOŚCI

Z powodu zablokowania konta (tego blogowego, o czym wspominałam w poprzednim wpisie), mam pewne zaległości.
Zacznę od początku, i pokrótce opisze ostatnie dni.

Sobota, 18 lutego 2012
Za oknem było pięknie zimowo, "śniegowo", ale nie wychodziłam z domu, tylko wszystko podziwiałam przez okno. Wiosna chyba już blisko, zobaczyłam taki oto obrazek, który może o tym świadczyć:
"buziak" (?)
"rozmowa" (?) ... i co dalej?

Niedziela, 19 lutego 2012
Zajmowałam się różnymi sprawami domowymi, ale nie porządkowymi. 
Przygotowałam obiad dla siebie i męża. Były to żeberka w sosie kawowym. Przepyszne danie, a w szczególności ten sos kawowy, który przedstawię nie co później.

Poza tym bawiliśmy się z Synkiem. Filipek umie już wstawać na nóżki, i wciąż woła "mama mama", rzadziej "tata" ;)
Wieczorem Mąż rozpalił pod kominkiem, tym cieplutkim "płomyczkiem" dzielę się także z Wami, w krótkim filmiku :)
 

Wtorek, 21 lutego 2012
Ostatki.
Można powiedzieć krótko: frytki.
Zamiast wypiekania ciastek, i smażenia chrustu, usmażyłam moje ulubione, zwyczajne, frytki :)
I tak jakoś minęły nam te dni, Całkiem zwyczajnie, rodzinnie.

JUŻ JESTEM, JUŻ WSZYSTKO W NORMIE

Po krótkiej nieobecności znów jestem, ja, i mój blog.


Przez trzy dni "nieobecności" natworzyło mi się czytelniczych zaległości. Powoli je będę nadrabiać.

W najbliższym czasie postaram się nadrobić blogowe zaległości.
Pozdrawiam

ZIMOWE PEJZAŻE NIEZWYKŁE

Za oknem cudowne zimowe pejzaże. Wszędzie pełno śniegu.
Mąż odebrał samochód od mechanika. Przepaliły się przewody, i od jakiegoś czasu byliśmy "uziemieni". Byliśmy pewny, że samochód nam zamarzł, na co nie wiele moglibyśmy poradzić. Ale uszkodzone kable bez problemu można było wymienić na nowe.
Gdy samochód był nie sprawny, w ważnych sprawach dowoził nas Teść. Dzięki Niemu mogliśmy dojechać do Miasta po zakupy i do Urzędów... 
Na szczęście te "samochodowe" problemy już za nami. Pewnie na tylko jakiś czas. ale jednak ;)
Gdy jechaliśmy do Miasta (wtedy jeszcze z Teściem), naoglądałam się pięknych, leśnych, śnieżnych widoków.

TŁUSTY CZWARTEK

„Powiedział Bartek, że dziś tłusty czwartek, a Bartkowa uwierzyła tłustych pączków nasmażyła”...

W dzieciństwie miałam pewną książkę z wierszami dla dzieci (teraz jest już w posiadaniu mojego Synka), tytuł książki: "Przyjaciele dzieciństwa" 

autor: Władysław Broniewski.


Wśród wielu wierszy na różne okazje, moim ulubionym był (i jest nadal): 

"Tłusty czwartek"
Góra pączków, za tą górą
Tłuste placki z konfiturą,
Za plackami misa chrustu,
Bo to dzisiaj są zapusty.
Przez dzień cały się zajada,
A wieczorem maskarada:
Janek włożył ojca spodnie,
Choć mu bardzo niewygodnie,
Zosia - suknię babci Marty
I kapelusz jej podarty,
Franek sadzy wziął z komina,
Bo udawać chce Murzyna.
W tłusty czwartek się swawoli,
Później czasem brzuszek boli.

Inny wiersz, autor: Tadeusz Śliwiak

"Pączek"
Był sobie pączek, co nie miał rączek 
i okrąglutki był jak miesiączek.
Miał lukrowaną, złocistą skórkę,
a w środku dziurkę na konfiturkę.

Wszyscy go lubią, starsi i dzieci,
na jego widok aż ślinka leci.
Lecz co naprawdę pączki są warte,
to przede wszystkim wie..... kto?
Tłusty czwartek! 
Życzę miłego świętowania

MAŁY JUBILEUSZ

1 rok i 6 miesięcy temu odbył się nasz ślub. To był cudowny czas, i nadal taki jest. :)

Dziś, nasz synek zrobił nam mały prezencik: zaczął samodzielnie wstawać na nóżki przy meblach :) 
Jesteśmy z niego bardzo dumni. Maluszek ma 9 miesięcy i 2 dni :)

nasze ślubne zdjęcie (z banerem - "suwaczkiem")

POWITANIE

Witam, ten  blog, to kontynuacja poprzedniego bloga.
Zapraszam do odwiedzin.

Nie jest łatwo założyć nowego bloga. Co "wymyślę" adres dla mojego bloga (chciałam taki, jaki nosił mój poprzedni blog, tzn. "mojcalyswiat"), to okazuje się, że ten adres jest już zajęty. Niestety.
Inny adres także. Pozostaje mi więc, nazwać blog, tak jak poprzedni. Adres wyznaczyć inny. Czyli inaisewa (ina i sewa - ja i mój mąż). w sumie jest łatwy do zapamiętania.

Jeśli zmienię adres, to dam Wam znać.

PADA ŚNIEG...

Za oknem śnieg, pełno śniegu. Idealna warstwa do jeżdżenia na sankach. Oczywiście mam na myśli naszego synka. Nie siebie, gdyż komu się będzie chciało ciągnąć takie ciężkie sanki? Może mój mężowi(?). Jednak nie tym razem, nie tym razem.
Tak, więc dziś idziemy z synusiem na saneczki. Już raz był, i bardzo Mu się podobało.
Poza tym, że zima, u nas zwykły czas. Święta już dawno minęły, do wiosny daleko, więc jest czas "oczekiwania" na wiosnę :)
Na dworze bardzo zimno. W domu ciepło, bo mój kochany mąż codziennie wytrwale pali w piecu.


A na rozgrzewkę podaję przepis na proste danie, które wczoraj ugotowałam na obiadek.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...