RODO / kontakt z nami

Etykiety

Etykiety

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą codzienność. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą codzienność. Pokaż wszystkie posty

Weekendowa fotogaleria

Pogoda nie zawsze nas rozpieszcza i dlatego, kiedy tylko jest taka możliwość, korzystamy z ładnej pogody i wychodzimy na spacery, podziwiamy przyrodę i cieszymy się każdą wspólnie spędzoną chwilą :).
Zapraszam do nas, do naszego zakątka świata, do okalającej nas przyrody. (to tylko 10 zdjęć ;))



TO JUŻ RACZEJ WIOSNA...

Za oknem jeszcze nie soczyście-zielono, ale na szczęście już nie biało. Czyli idzie ku lepszemu. 
Z synusiem znów przebywamy więcej na dworze. Mały, jak zawsze uwielbia bawić się w piasku. Na razie nie posiada jeszcze piaskownicy, ale jemu to zupełnie nie przeszkadza, ważne by piasek był i "opata" :)

Poniżej kilka obrazków "od nas" :)

tak było tydzień przed Wielkanocą
6-IV-2013 "zimowo"
11-IV-2013 "wiosennie"
w graciarni :)
urzekł mnie ten kurz ;)

I TAK SOBIE CZAS LECI, I LECI...

Na chwilę zagościła wiosna. Dziś w środku dnia było u nas (+) 7 stopni Celsjusza.
Wraz Synkiem dużo czasu spędzamy na dworze, by jak najbardziej wykorzystać ciepłą (jak na tę porę roku) pogodę. Synek w ciąż bawi się w piasku. To jego ulubiona "podwórkowa" zabawa :). Poza tym bardzo wiele spacerujemy.
Niestety, te ciepłe temperatury już wkrótce ustąpią zimnym. Oj szkoda. Ale my się nie damy, oj nie! I tak, przecież niedługo będzie prawdziwa wiosna (ole!)

Poniżej zamieszczam "domowe" zdjęcie z (nie)zabawy mojego syneczka. Filipek z tą piłeczką tak kucał kilka chwil, a następnie odszedł i nie zbił tych kręgli. Mnie również nie pozwala tego robić.
Jak tylko to robię, to ustawia wszystkie na miejsce i protestuje przeciwko ponownemu zbijaniu ;).


Synuś cudny jest pod każdym względem.

BEZ TYTUŁU

Nie wiem, co napisać, chciałam się tylko pokazać, że jestem. Zamieszczam, więc zdjęcia:

TĘSKNOTA ZA LATEM

Oto wyraz mojej tęsknoty za latem, które w zasadzie się skończyło.
malowane kredkami akwarelowymi

PRÓBUJĘ...

U mnie gonitwa myśli i czynów. Co próbuję zabrać się za pisanie "relacji" z tego, co u nas się dzieje, a już następuje kolejny dzień, i kolejne zdarzenia.

U mnie w kółko... Dom, Dziecko, Mąż... Pranie, sprzątanie, gotowanie... 
Gotować nawet lubię (moich Panów też lubię :)). 
Sporo też wypiekam. Ostatnio z braku czasu głównie muffinki wypiekam. Wszyscy troje bardzo je lubimy. Co jakiś czas wzbogacam muffinki o nowe nadzienia, ale o tym innym razem. Będą i zdjęcia.

Po za codziennymi zajęciami Pani Domu wiele się nie dzieje, czasami wychodzimy naszą trójką na krótsze i dłuższe spacery. Wycieczki zdarzają nam się rzadziej, niż w tamtym sezonie, jednak aż tak bardzo za nimi nie tęsknimy, bo upalnie jest bardzo.
Postaram się znaleźć chwilę, i pokazać kilka obrazków z naszego życia.

Takim oto postem zgłaszam się, że jestem i będę.
Syn

Pozdrawiam z gorącego kącika świata, nad rzeką Łódką.

CZYŻBY TO JUŻ WIOSNA PRZYSZŁA?

Jak zawsze mam wątpliwości od czego tu zacząć pisanie. Wybaczcie moje ciężkie pióro... (klawiaturę oczywiście mam na myśli). Może jeszcze się wprawię, na co mam nadzieję. Poza tym ja nie jestem, jakoś specjalnie, uzdolniona w czymkolwiek, więc i w piśmie nie jestem.

Zmiana tematu. Dość dyrdymałów.
Próbuję sobie przypomnieć, co ja też, dokładnie, robiłam przez ostatnie dni, i co też się u mnie działo.

U nas wiosna już jakby się pojawiła. W dzień było całkiem cieplutko.
Z mężem i synem wyszliśmy na spacerek, było tak przyjemnie, słonecznie. Tylko nogi mnie po spacerze bolały (a przeszliśmy zaledwie 2 km - licząc w tę i z powrotem).
W połowie powrotnej drogi zrobiliśmy postój na kupno słodkości (to na "wzmocnienie" - wafle).
Przez cały spacer bacznie obserwowaliśmy otoczenie. Nie widać jeszcze roślinnych objawów zbliżającej się wiosny, ale powietrze złagodniało, i to cudne słonko :)
na tym stawie widać jeszcze cienką warstewkę lodu

NIEDZIELA ZWYCZAJNA

Zanim zacznę pisać o zwyczajniej niedzieli, w gronie naszej Trójki, to wspomnę najpierw o sobocie.
Sobota minęła mi dość pracowicie. Robiłam wielkie pranie. To co udało mi się zdążyć uprać, to "moje", resztę w poniedziałek. Dużo więcej bym zrobiła, gdyby nam prądu nie wyłączyli. Tak silnie wiało, że nastąpiła awaria, obok naszego domku. Przyjechała ekipa z energetyki (chyba z energetyki), pogrzebali przy transformatorze i już było po kłopocie.
Na obiadek zrobiłam mój ulubiony sos boloński z makaronem rurkami. Sobota tak jakoś minęła.
Niedziela... Nic wielkiego się nie działo. Głównie zajmowaliśmy się Synkiem. Maluch wstaje, czworakuje, czołga się, i naśladuje nas, jak tylko mu się uda :)
 
Dziś prószył śnieg, ale było na tyle ciepło, że nic nie zostało.

 
Ciągle się zbieram, i zebrać się nie mogę, do upiększenia autka mojego Synusia. Chodzi o taki samochodzik-jeżdzik-odpychadło. Należy mu się małe odnowienie. To pojazd, który Filo dostał po swoim kuzynie.
Nie jestem tylko pewna, czy da się go całego pomalować farbą akrylową, czy jest jakaś w sklepach budowlanych? Może Ktoś z Was mi pomoże? Proszę o podpowiedź. Zapomniałam dodać, że autko jest plastikowe, średnio matowe.
Jeśli z malowaniem całego samochodu nic nie wyjdzie, to go tylko jakimiś naklejkami ozdobię (coś na wzór decoupage). Bardzo proszę o sugestie co i jak zrobić.

ZALEGŁOŚCI

Z powodu zablokowania konta (tego blogowego, o czym wspominałam w poprzednim wpisie), mam pewne zaległości.
Zacznę od początku, i pokrótce opisze ostatnie dni.

Sobota, 18 lutego 2012
Za oknem było pięknie zimowo, "śniegowo", ale nie wychodziłam z domu, tylko wszystko podziwiałam przez okno. Wiosna chyba już blisko, zobaczyłam taki oto obrazek, który może o tym świadczyć:
"buziak" (?)
"rozmowa" (?) ... i co dalej?

Niedziela, 19 lutego 2012
Zajmowałam się różnymi sprawami domowymi, ale nie porządkowymi. 
Przygotowałam obiad dla siebie i męża. Były to żeberka w sosie kawowym. Przepyszne danie, a w szczególności ten sos kawowy, który przedstawię nie co później.

Poza tym bawiliśmy się z Synkiem. Filipek umie już wstawać na nóżki, i wciąż woła "mama mama", rzadziej "tata" ;)
Wieczorem Mąż rozpalił pod kominkiem, tym cieplutkim "płomyczkiem" dzielę się także z Wami, w krótkim filmiku :)
 

Wtorek, 21 lutego 2012
Ostatki.
Można powiedzieć krótko: frytki.
Zamiast wypiekania ciastek, i smażenia chrustu, usmażyłam moje ulubione, zwyczajne, frytki :)
I tak jakoś minęły nam te dni, Całkiem zwyczajnie, rodzinnie.

JUŻ JESTEM, JUŻ WSZYSTKO W NORMIE

Po krótkiej nieobecności znów jestem, ja, i mój blog.


Przez trzy dni "nieobecności" natworzyło mi się czytelniczych zaległości. Powoli je będę nadrabiać.

W najbliższym czasie postaram się nadrobić blogowe zaległości.
Pozdrawiam

ZIMOWE PEJZAŻE NIEZWYKŁE

Za oknem cudowne zimowe pejzaże. Wszędzie pełno śniegu.
Mąż odebrał samochód od mechanika. Przepaliły się przewody, i od jakiegoś czasu byliśmy "uziemieni". Byliśmy pewny, że samochód nam zamarzł, na co nie wiele moglibyśmy poradzić. Ale uszkodzone kable bez problemu można było wymienić na nowe.
Gdy samochód był nie sprawny, w ważnych sprawach dowoził nas Teść. Dzięki Niemu mogliśmy dojechać do Miasta po zakupy i do Urzędów... 
Na szczęście te "samochodowe" problemy już za nami. Pewnie na tylko jakiś czas. ale jednak ;)
Gdy jechaliśmy do Miasta (wtedy jeszcze z Teściem), naoglądałam się pięknych, leśnych, śnieżnych widoków.

MAŁY JUBILEUSZ

1 rok i 6 miesięcy temu odbył się nasz ślub. To był cudowny czas, i nadal taki jest. :)

Dziś, nasz synek zrobił nam mały prezencik: zaczął samodzielnie wstawać na nóżki przy meblach :) 
Jesteśmy z niego bardzo dumni. Maluszek ma 9 miesięcy i 2 dni :)

nasze ślubne zdjęcie (z banerem - "suwaczkiem")

POWITANIE

Witam, ten  blog, to kontynuacja poprzedniego bloga.
Zapraszam do odwiedzin.

Nie jest łatwo założyć nowego bloga. Co "wymyślę" adres dla mojego bloga (chciałam taki, jaki nosił mój poprzedni blog, tzn. "mojcalyswiat"), to okazuje się, że ten adres jest już zajęty. Niestety.
Inny adres także. Pozostaje mi więc, nazwać blog, tak jak poprzedni. Adres wyznaczyć inny. Czyli inaisewa (ina i sewa - ja i mój mąż). w sumie jest łatwy do zapamiętania.

Jeśli zmienię adres, to dam Wam znać.

CODZIENNOŚCI CZAR

Każdego dnia mnóstwo pracy. Zawsze jest coś do zrobienia, i zawsze można uznać, że ma się jakieś zaległości.
Do takowych mogę zaliczyć wieczny bałagan w zbiorach zdjęć. Aktualnie jest ich na samych komputerach ze 3 GB. Dochodzą następne. Niektóre z nich, na szczęście mała ilość, to zdjęcia tzw. firmowe. Jestem bowiem "nadwornym" fotografem. Fotografuję na ogół towar, z różnym skutkiem. Wielu mogłoby określić te zdjęcia jako "kiepskie". Może i to prawda, jednak do dyspozycji mam nie za najlepszy sprzęt, i zero specjalistycznych lamp. Nie mam też wielkich przygotowań z zakresu obróbki programami graficznymi. Jestem fotoamatorem samoukiem.
Jestem dumna z tego co umiem.
Inne z zaległości, to a jakże blog. Blog, ten właśnie, który wymarzył mi się już w 2003 roku. Moim wymysłem było, by opisywać swoje podróże. Odbyłam ich aż tak wiele, że trudno będzie nadrobić w krótkim czasie.
Mój blog powstał kilka lat temu, ale zaległości narastają.
Pędzę do mego synka, i różnych domowych zajęć.